Całość znajdziesz też na Listy osobiste.bloog.pl  
                                
                                  
                                                                          Część. 1
                            
 
List 1   Poza czasem i przestrzenią
  
 
Życie człowieka jest taką nieustanną wędrówką i chociaż
próbujemy je sobie na różne sposoby poukładać, to jednak czasem
los płata nam figla, a wtedy możemy się znaleźć w sytuacji, której
nigdy byśmy nie podejrzewali, że kiedykolwiek w takiej sytuacji
się znajdziemy. 
Wyobraź sobie, że oto pewnego dnia znajdujesz się w miejscu, w
którym panuje absolutna ciemność, absolutna cisza i całkowity
brak przestrzeni a wszystkie twoje zmysły zostają na pewien czas
całkowicie zawieszone.
Może Ci się to wydawać trochę jakby z filmu science fiction a
jednak, całkiem niedawno coś takiego mi się przytrafiło i działo
się to siedemset metrów pod ziemią w nieczynnej, przeznaczonej
do likwidacji kopalni. Byłem sam.
Przemierzając kilometry pustych korytarzy pomyślałem, że
jeszcze całkiem nie dawno był to jeden pulsujący życiem
organizm a teraz cisza, pusto i ciemno wszędzie, nawet wszystkie
szczury- jedyni mieszkańcy tego miejsca dawno się już
wyprowadziły (albo wyginęły) w każdym razie, robiło to naprawdę niesamowite wrażenie.
Każda kopalnia jest jak wielkie miasto pod miastem a w  moim przypadku, było to miasto całkowicie opuszczone.
Zmęczony dojściem do miejsca związanego z wykonywaną pracą
usiadłem, aby odpocząć. (Musisz wiedzieć, że dotarcie do miejsca
przeznaczenia zajmowało mi prawie dwie godziny)
Siedząc tam miałem wrażenie, że cisza, która panuje w tym
miejscu całkowicie mnie wypełnia, jakbym sam powoli  stawał się
ciszą.
I wtedy przyszło mi na myśl, że właśnie teraz nadarzyła się
okazja, aby sprawdzić jak to jest, kiedy nic nie będzie widać to też
wyłączyłem swoją lampkę.
Przez chwilę czułem tylko bicie serca i chociaż cały czas oczy
miałem otwarte rozglądając się wokoło to nie miało to jednak
znaczenia, bo i tak nie widziałem nic.
Po pewnym czasie cała ta ogarniająca mnie ze wszystkich stron
ciemność i ta przenikająca wszystko cisza, jak jakaś ciemna
bezdenna otchłań wypełniła, jeśli można to tak określić całą moją
istotę.
Zniknęło poczucie czasu i miejsca, w którym przebywałem a
wszystkie moje zmysły i rozum nie mając, na czym się oprzeć,
zostały jakby zawieszone.
Zniknęły wszystkie myśli i wyobrażenia nie miałem pojęcia jak
ani kiedy to się stało została mi tylko świadomość, że nie było we
mnie ani wokół mnie niczego, na czym, jak to się mówi, można by
oko zawiesić.
Kiedy z powrotem zapaliłem światło zorientowałem się, że
upłynęło czterdzieści minut, od czasu, kiedy to światło zgasiłem- 
po dłuższej chwili uświadomiłem sobie, co zarejestrowała moja
pamięć w czasie, kiedy tam siedziałem i dopiero teraz dotarło do
mnie, że byłem jakby wszędzie i nigdzie jednocześnie.-
Było to jak wgląd w istotę rzeczy- coś nieogarniętego, absolutna
nieskończoność.
Nie było w tym poczucia rozpłynięcia czy też zlania się w jedno, 
raczej należałoby to określić jako doświadczenie nieskończonej
obecności, taki stan, którego ani rozum ani zmysły nie potrafiłyby
w żaden sposób wygenerować. Dlatego wydaje mi się, że tylko pamięć jak lustro- mogła odzwierciedlić to
Coś, co wykracza poza wszelkie pojęcia i wyobrażenia.(rozum
byłby tylko przeszkodą)
Jest mi niezmiernie trudno opisać ten stan, gdyż nie ma słów,
które mogłyby we właściwy sposób oddać tamto doświadczenie.
 Zrozumieć to może chyba tylko osoba, która przeżyła coś
podobnego.
Przypomniała mi się w związku z tym pewna scena z filmu pt.
„Wielka cisza” sprawa dotyczyła życia mnichów z klasztoru
Kartuzów.
 W całym filmie padają zaledwie cztery zdania, jedno zdanie
wypowiada stary niewidomy mnich, który z uśmiechem na twarzy
mówi, że jest bardzo szczęśliwy ze swoją ślepotą- albowiem ona
pozwala mu jeszcze bardziej przybliżyć się do Boga.
W tym momencie można by powiedzieć, wygląda na to, iż
dopiero, gdy jesteśmy pozbawieni kontaktu ze światem
zewnętrznym mamy okazję dostrzec tę drugą stronę, która jest tak
samo realna jak słowa, które teraz czytasz a tylko nasze zmysły
nasz uwarunkowany umysł- jak Chiński mur oddziela nas od
poznania prawdy.
Trzeba przyznać, że warunki, w których przebywałem dały mi tę
możliwość, że mogłem doświadczyć istnienia owej rzeczywistości-wielu próbowało 
a nie każdemu jest dane przebywać w takich warunkach- w tym przypadku myślę, że jestem
szczęściarzem.
Dzisiaj już bez wątpienia mogę stwierdzić, że tamto
doświadczenie nie było złudzeniem, tylko zjawiskiem
nadprzyrodzonym- albowiem próbowałem potem jeszcze wiele
razy to powtórzyć, oczywiście bez rezultatu.
I tu jest dowód, że każde prawdziwe duchowe doświadczenie
poznaje się po tym, że własnym wysiłkiem nie sposób czegoś
takiego wygenerować chodzi mi o to- że Bóg objawia się nam
wtedy, kiedy sam tego chce.
Bez nadprzyrodzonej wiary- takie doświadczenie będzie
oczywiście niemożliwe, ponieważ Stwórca nie jest w żaden
sposób wymieszany z naturą- i nie wystarczy tylko wyłączyć zmysłów- tutaj potrzebna jest właśnie wiara, a dlaczego?
Św. Jan Chryzostom mówi, że „To, czego natura nie ukazuje tego
substancję kryje w sobie wiara- a właściwie sama nią jest.”
Wynika z tego że każde wewnętrzne doświadczenie, które możesz
powtórzyć- jest tylko złudzeniem- a niestety wielu jest takich,
którzy kontemplując swoją naturę (albo naturę kosmiczną) myślą,
że osiągają (oświecenie) prawdziwą naturę umysłu- albo że
doświadczają Boga i jeszcze twierdzą, że w swojej istocie
człowiek jest z Nim- tożsamy a to już duży błąd.
Dlatego w następnych listach, postaram się opisać, na czym   ta
różnica polega i przeczytasz tam o rzeczach, które wydadzą ci się
anormalne i nieprawdopodobne. Ale jeżeli twój umysł będzie na
tyle otwarty, aby pójść drogą, która zostanie tu ukazana- to
przekonasz się sam na sobie, czy rzeczywistość nadprzyrodzona-
istnieje czy jest tylko projekcją naszej jaźni i zapewniam cię, że
nie będziesz musiał przebywać siedemset metrów pod ziemią, aby
poznać tę tajemnicę.
 

 

List 2   Przypadki
 

Dawni mędrcy Ojcowie pustyni uważali, że ludzie dzielą się na tych, - którzy wiedzą wszystko- a nie rozumieją nic i na tych,
którzy nie wiedzą nic, a rozumieją wszystko. -
Zalew informacji (dezinformacji) i nieprzypadkowy we wszystkim
pośpiech powoduje, że stajemy się coraz bardziej zagubieni i
bezradni w otaczającej nas rzeczywistości a co za tym idzie
podatni na różnego rodzaju manipulacje.
W dawnych wiekach przemiana stylu życia która dokonywała się
w ciągu stuleci dzisiaj (i to nieprzypadkowo,) dokonuje się w
ciągu dziesięcioleci.
Nadmiar informacji czy też ogólnej wiedzy doprowadził do tego, 
że staliśmy się totalnymi ignorantami wydaje się nam, że im
więcej człowiek wie- tym będzie mądrzejszy a przecież
-biblioteka nie staje się mądra przez to, że posiada w sobie wiele
książek.- 
Wiedza jako taka, nie wleje w nas mądrości, co najwyżej nadyma
nasze ego, które z kolei przesłoni nam rzeczywistość i dawni
mędrcy (Pustelnicy) doskonale o tym wiedzieli.
Warto by też przytoczyć tu słowa wybitnego współczesnego
astrofizyka, filozofa i teologa, ks. Profesora Michała, Hellera
uhonorowanego Nagrodą Templetona (to taka Amerykańska
nagroda Nobla) za osiągnięcia w dziedzinie nauki i duchowości.
Ksiądz profesor w swoich wypowiedziach stwierdza - „Nauka
daje nam wiedzę, religia natomiast- daje nam sens. Obie są
niezbędnymi warunkami godnej egzystencji.”
 Dzisiaj mamy taką oto sytuację, że wiarę w Boga zastępujemy
wiarą w naukę- z kolei postęp nauki poszedł tak daleko, że stała
się ona dla nas jedynym autorytetem.
Wszystkie najnowsze odkrycia naukowe przyjmujemy już tylko
na wiarę, jak dogmaty- ponieważ współczesna nauka stała się tak
pogmatwana, że jej zrozumienie dla przeciętnego człowieka staje
się prawie niemożliwe. Wystarczy przeczytać w jakiejkolwiek
gazecie że oto, naukowo zostało coś udowodnione a my już,
zupełnie bezmyślnie dajemy temu wiarę.
Wiadomo nie od dziś, że w świecie nauki również popełnia się
błędy a skutki tych pomyłek mogą się okazać dla wszystkich tragiczne.
 Dość często zdarza się tak i to w wielu dziedzinach nauki, że
wysuwając jakąś tezę, nagina się rzeczywistość do owej wcześnie
wysuniętej tezy- wyciągnięte wnioski podaje się jako fakt
naukowy- a teorię przedstawia się jako rzeczywistość.
 We wszystkich największych uczelniach świata podaje się do
wiadomości jakoby wszechświat był dziełem -przypadku.-
Dawniej wierzono, że przyczyną powstania wszechświata był
Stwórca dzisiaj jest to -przypadek, Bóg jest tylko niepotrzebną
hipotezą.-
Gdyby owi badacze byli trochę uczciwi powiedzieliby wyraźnie,
iż nie znamy jeszcze przyczyn powstania wszechświata, ale oni
twierdzą, że znają a tą przyczyną jest irracjonalny bezmyślny
przypadek.-
 Wydaje się, że fizyka kwantowa poszła najdalej, jeśli chodzi o
wyjaśnianie rzeczywistości, w której żyjemy.
 W mechanice kwantowej rzeczywistość jawi się jako
nieoznaczona, nieokreślona, czyli inaczej mówiąc przypadkowa.
Z równań mechaniki kwantowej wynika, że cząstki elementarne
takie jak elektrony czy fotony mają własne prawa są w tzw. 
superpozycji stanów przyjmują wszystkie możliwe wartości
jednocześnie- i nie będę tu wchodził w szczegóły powiem tylko,
że prawa te wymykają się wszystkim prawom fizyki
obowiązującym w makro świecie.
Zjawiska te w dalszym ciągu są jeszcze dla nas niewyjaśnione i
niezrozumiałe, dlatego stawianie tezy- że wszechświat jest
dziełem jakiegoś przypadku jest zwyczajnym naukowym
nadużyciem.
Fizyka kwantowa wcale nie dowodzi, że istnieje coś takiego jak
przypadek bez przyczyny- pokazuje tylko że istnieje takie
zjawisko a już zupełnie, czymś innym jest wyciąganie wniosków z
tego zjawiska.
To tak jakby powiedzieć, że szklanka stojąca na stole bez żadnej 
przyczyny sama z siebie przeniesie się na kanapę to jest po prostu
niemożliwe- a jeżeli mimo to szklanka się przenosi oznacza to tylko jedno, że jest jakaś przyczyna- której jeszcze nie znamy.
Jeżeli w świecie kwantowym nie odkryto czegoś takiego jak
związek przyczynowo skutkowy to nie od razu to musi oznaczać, 
że wszystko jest dziełem przypadku.-
W rzeczywistości nie istnieje coś takiego jak przypadek bez
przyczyny która by nim nie kierowała.  
Moim zdaniem zjawiska występujące w fizyce kwantowej
wskazują na to że wszechświat powstał z niczego-bo skoro
materia jest tylko skupioną formą energii- no to myśląc logicznie
wydaje się że tak właśnie jest.
Ponieważ tak naprawdę nie znamy wszystkich praw rządzących
wszechświatem, najbardziej uczciwe było by stwierdzenie, iż nie
znamy jeszcze przyczyny powstania wszechświata.
A z drugiej strony czyż Bóg, stwarzając wszechświat nie mógłby
posłużyć się przypadkiem?
Moim zdaniem przyczyna powstania wszechświata jest w Bogu i 
nie znajdziemy jej w świecie- z tego powodu, że nigdy nie
ogarniemy nieskończoności, genialny Artysta nie zostawił podpisu
jego dzieło jest wystarczającym podpisem.
Dla ludzi wierzących pierwszą przyczyną wszystkiego co istnieje
jest Bóg- natomiast dla niewierzących mocą sprawczą
wszystkiego co istnieje jest irracjonalny przypadek.- 
W świecie nauki występuje wiele teorii dotyczących powstania
wszechświata i choć żadna z nich nie oddaje rzeczywistości- to jak
można łatwo zauważyć najbardziej propagowana jest teoria, że
wszechświat jest dziełem przypadku.-
Myślę, że w grę wchodzi tu czynnik czysto ludzki, ideologia,-
środowiska ateistyczne nie dopuszczą do tego, aby ich koncepcja
świata została podważona zepchnięta na margines, bo to
naruszałoby podstawę ich bytu- jakkolwiek by nie było jest to
smutne.
Wszystkie najbardziej znaczące ośrodki naukowe i uniwersytety
na świecie zostały opanowane przez środowiska lewacko
ateistyczne już sam ten fakt, daje dużo do myślenia.
Szukając odpowiedzi na temat powstania wszechświata dla mnie osobiście, najbardziej prawdopodobna staje się teoria oparta, na
tzw. Zasadzie Antropicznej.
Zasada Antropiczna jak i inne podobne teorie dotyczące powstania
wszechświata opierają się na tzw. -Stałych kosmicznych- takich
jak grawitacja, ładunek elektryczny cząsteczek, szybkość światła
oraz wszechobecne promieniowanie tła, czyli ślad po wielkim
wybuchu.
Najbardziej istotne dla nas jest to, że owe stałe kosmiczne są
niezmienne w całym wszechświecie.
Okazuje się, że gdyby siła grawitacji była o kilka stopni większa
lub mniejsza niż jest to atomy- z których się składamy i życie
byłoby po prostu niemożliwe.
Ponadto istnienie stałych kosmicznych dowodzi, że wszechświat
jest rozumnie zorganizowany- inaczej mówiąc, wszechświat jest
-zaprojektowany.
Cały proces powstania wszechświata według zasady Antropicznej
ukierunkowany jest na pojawienie się człowieka, ostatnim etapem
ewolucji jest istota rozumna,- wszechświat nie miałby sensu
gdyby nie obserwator, to właśnie człowiek nadaje sens istnieniu
wszechświata. (Czy kiedykolwiek widziałeś żeby świnia, albo
małpa, zachwyciła się widokiem nieba?)
Niestety, nasi postępowi racjonaliści twierdzą, że jakoby zasada
antropiczna cofała nas do poglądów sprzed czasów Kopernika,
kiedy to wierzono, że ziemia a wraz z nią człowiek stają się
centrum wszechświata.
Jak na razie wszystko wskazuje na to, że jesteśmy pierwsi- we
wszechświecie i dopóki nie znajdziemy empirycznego dowodu na
istnienie obcej cywilizacji to właśnie zasada antropiczna jest
najbliżej prawdy.
Obserwując zachowanie człowieka śmiało można stwierdzić, że
jedna cywilizacja całkowicie wystarczy, aby obrócić cały
wszechświat w pył to tylko kwestia czasu i techniki.
Dlatego też to wszystko jest takie ogromne, nie musiałoby takie
być gdyby nie człowiek jedyna istota na ziemi, która potrafi sięgać
w nieskończoność. Natomiast, jeżeli chodzi o -przypadki- to owszem występują, ale
tylko w gramatyce.
Twierdzenie, że wszechświat jest dziełem -przypadku- jest zwykłą
naukową manipulacją, ponieważ jak już wyżej napisałem nie
istnieje przypadek bez prawa, które by nim nie kierowało.
Dla pewnych środowisk postęp odbywa się tylko wtedy, gdy
wykluczymy ze świadomości pojęcie Boga, a największy ich błąd
polega na tym, że używa się metody naukowej do odpowiedzi na
pytanie, które nie należy do nauki.  
Wszyscy ci zagorzali piewcy postępu uważają siebie za myślących
racjonalistów stąpających twardo po ziemi, dla których liczy się
przede wszystkim rozum- a to, co wykracza poza pojęcia rozumu, 
co najwyżej może być urojeniem.
Panuje takie błędne przekonanie w tym środowisku, że wszystko,
czego nie można udowodnić za pomocą nauki empirycznej nie
istnieje- to oczywiście nonsens. Ponieważ nie da się zweryfikować za pomocą metod którymi posługuje się nauka, czyli w  sposób namacalny udowodnić tego, co jest ponad światem materialnym.
Kiedyś i tak w pewnym momencie możliwości badawcze nauki
jeśli chodzi o fizykę- zostaną zwyczajnie wyczerpane
pozostawiając miejsce Wierze.-
A nawet, gdyby jakimś sposobem znaleziono dowód na istnienie
Nieskończonej Osobliwości to i tak musiałbyś w to uwierzyć.
Argumenty owych myślących racjonalistów, w większości
autorytetów naukowych bywają czasem naprawdę zdumiewające,
jeden taki pan, Karol Dawkins napisał książkę, pt. „Bóg urojony”
otóż twierdzi on, że „skoro myślenie, jest końcowym etapem
ewolucji- to logicznie rzecz biorąc, myślenia wcześniej nie było, a
więc, Boga nie ma.”-
Rzeczywiście logika godna geniusza.
Jego zdaniem, religia jest przyczyną wszelkiego zła na świecie a
wiara jest zupełnie niepotrzebna, ponieważ bez wiary też można
żyć godnie i moralnie.
Ale najistotniejsze w tej wypowiedzi jest to, że wszystkie poglądy
tego pana wynikają nie skądinąd jak tylko z jego wiary, bo niby
skąd mógłby wiedzieć, że Boga nie ma jak nie z własnych przekonań i wiary w swoje racje.
 Można by się zastanowić przez chwilę, na jakiej podstawie
człowiek mówi, że coś jest tak a nie inaczej?
Jedni twierdzą, że wszystko, co istnieje jest dziełem przypadku-
drudzy opierając się na tych samych dowodach uważają, iż
niemożliwe jest, aby istnienie tak ogromnej ilości różnorodnych
zjawisk i form życia, było dziełem bezmyślnego przypadku.
Cała sprawa wygląda tak, że zarówno jedni jak i drudzy wyciągają
swoje wnioski na podstawie swojej własnej wiary.
Wiara ze swej strony jest naturalną cechą istoty rozumnej i nie ma
na ziemi człowieka, który nie posiadałby wiary- nie chodzi mi
teraz o wiarę religijną, bo to jest zupełnie coś innego.
Ateiści wierzą że Boga nie ma, wiara w rozum i w postęp nauki-
ukształtowała wiedzę i świadomość ateistów. Dla nich Bóg nie
istnieje i tyle, im się to po prostu nie mieści w głowie, ich umysły
są zamknięte na istnienie Boga dla nich istnieje tylko to, co można
pojąć, zmierzyć, zważyć lub zobaczyć. Ludziom zmysłowym
sprawy ducha głupstwem się wydają.
Codziennie w naszych głowach pojawiają się różnego rodzaju
myśli, z których tworzymy przeróżne- wielorakie pojęcia,
refleksje, oraz wnioski i tak jednym dajemy wiarę, inne
odrzucamy.
Owe procesy myślowe kształtują naszą świadomość cały nasz
światopogląd, ponieważ wiara jak już było tu powiedziane- jest
naturalną funkcją rozumu.
Rozum ludzki, czyli ta sfera niematerialna (dusza rozumna) w
człowieku posiada w sobie jakby dwie funkcje władzę poznawczą-
a więc umysł analityczny oraz zdolność pojmowania, wiara z kolei
dzięki woli potrafi przyjąć lub odrzucić to, co wykracza poza
pojęcia rozumu.
Błędem jest również myślenie, że mózg jest tym samym, co
rozum,(chociaż jedno w drugim się mieści) jako ludzie tym
właśnie różnimy się od zwierząt, że oprócz mózgu, instynktów i
popędów posiadamy rozum, ową sferę niematerialną, która
posiada zdolność pojmowania oraz tworzenia idei. Racjonalizm ludzi niewierzących jest naprawdę zadziwiający
wygląda na to, że pycha rozumu- doszła tutaj do niebotycznych
rozmiarów, bo co mi szkodzi wierzyć w Boga nawet gdyby Boga
nie było- przecież nic na tym nie tracę, czego tak się obawiają ci 
wszyscy racjonaliści, że rozum stracą?
 A co będzie jak się okaże, że Bóg jednak istnieje, dlatego
racjonalizm ateistów okazuje się zwykłym brakiem myślenia.
Twierdzenie, że Boga nie ma- jest absurdalne i nielogiczne, 
ponieważ nie da się jednoznacznie stwierdzić, że Bóg jest albo, że
Go nie ma- a to, czy On istnieje czy też nie, jest tylko i wyłącznie
kwestią wiary i każdy z nas przekona się o tym po śmierci.
Wszechświat na pewno nie jest dziełem -przypadku jak można
wierzyć w takie bzdury, przypadek, aby zaistnieć, musi mieć
przyczynę.
Pewne jest tylko to, że wszechświat, który obserwujemy jest
zaledwie maleńką cząstką czegoś, o czym nie mamy zielonego
pojęcia tak przynajmniej wynika z równań mechaniki kwantowej.
 Wystarczy otworzyć oczy i rozejrzeć się dookoła, jak powiedział,
św. Augustyn -człowiek nie jest w stanie wyczerpać istoty zwykłej
muchy- a tym bardziej zgłębić tajemnic wszechświata.-
Dla mnie takim dowodem na istnienie Boga jest pragnienie
nieskończoności, które nosi w sobie każdy człowiek, zwierzęta
tego nie posiadają- owszem mają instynkt przetrwania, ale to nie
to samo. Nie posiadalibyśmy takiego pragnienia- gdyby nie było
ono wpisane w ludzką rzeczywistość.
 

 

List  3     Rozum i Wiara
 

         Kiedy podczas dyskusji towarzyskiej pojawia się temat wiary,
mam tu na myśli wiarę tę w pojęciu religijnym, to coraz częściej
zdarza mi się zaobserwować, że mało jest osób, które
rozumiałyby, czym i po co tak naprawdę jest wiara- oraz jakie ona
powoduje skutki, dlatego postaram się teraz w miarę moich
możliwości opisać ci, o co w tym wszystkim chodzi.
Jeden z największych mistyków Chrześcijańskich doktor
Kościoła, św. Jan od Krzyża uczy, że wiara- ta w sensie
nadprzyrodzonym, kryje w sobie Istotę- oraz całe piękno Boga.
Dusza przez wiarę jednoczy się z Tym, którego nie można ani
pojąć, ani wyobrazić sobie, nasze zmysły a także rozum nie są
wstanie ogarnąć rzeczywistości, którą jest Bóg nieskończony,
tylko wiara.-
Św. Jan od Krzyża pisze- że wiara nie opiera się na tym, co myśli, 
odczuwa, pojmuje czy też wyobraża sobie o Bogu, ale przeciwnie.
Wiara idzie przez to, czego nie widzi, nie pojmuje i nie odczuwa-
a wszelkie zjawiska nadprzyrodzone takie jak wizje, zachwyty,
ekstazy, głosy choćby nie wiem jak wzniosłe, nawet gdyby
pochodziły bezpośrednio od Boga- nie są środkiem do
zjednoczenia się duszy z Bogiem, dlatego należy się ich zapierać i
nie pragnąć ich wcale.
(Kto ich szuka i pragnie prędzej czy później popadnie w
złudzenie)
 Dopiero w świetle nadprzyrodzonej wiary- widzimy
rzeczywistość taką, jaka ona jest- albowiem wiara, przekracza i
jednocześnie oświeca nasz rozum.  
Bóg cały ukryty jest w wierze i każdy, kto posiada wiarę jest z
Nim zjednoczony- i dopiero po śmierci w całej pełni ukaże się to, 
co kryła w sobie wiara.
 Rozum oczywiście sprawuje funkcję kontrolną czy aby to, czego
doświadczam w duszy nie jest złudzeniem i żeby ten proces
(chodzi o zjednoczenie duszy z Bogiem) stał się możliwy
człowiek musi uwierzyć, że Bóg naprawdę istnieje.
Rozum oczywiście potrzebuje drogowskazu, aby nie zbłądzić i takim drogowskazem dla rozumu są ustanowione dogmaty, czyli
pewne prawdy dotyczące Boga, które też nie są wymysłem
ludzkim, lecz wynikają z objawienia i dlatego tak samo należy
przyjmować je na wiarę.
Żeby tak plastycznie pokazać, czym właściwie jest wiara- to
spróbuj wyobrazić sobie teraz, że siedzisz w ciemnym pokoju bez
żadnego światła z zamalowanymi czarną farbą oknami, mrok
panujący w tym miejscu powoduje, że nie potrafisz dostrzec
żadnych przedmiotów znajdujących się w pokoju.
Ale po pewnym czasie, sam nie wiesz jak pojawia się rysa na
szybie mikroskopijne światełko, wzbudza ono w tobie pragnienie,
aby rysa była jeszcze większa i ku zdumieniu twoich oczu tak się
właśnie dzieje.
Z czasem coraz więcej światła wpada do pokoju, powoli
zaczynasz dostrzegać wokół siebie okropny bałagan, który nie
daje ci spokoju, pojawia się w tobie chęć uporządkowania tego
miejsca, i po pewnym czasie uświadamiasz sobie, że to ty sam
jesteś tym pokojem,- ten okropny bałagan to twoje wnętrze, twoje
nieuporządkowane życie, a padające światło to wiara, która
oświeciła twój rozum. (twoją duszę)
Zatrzymując się nad tym wyobrażeniem dojdziemy do
zrozumienia, czym tak naprawdę jest wiara a nie jest to, jak nam
się często wydaje zbiór informacji, pojęć, czy wyobrażeń na temat
Pana Boga, bo możesz znać Pismo Święte na pamięć, codziennie
chodzić do kościoła- nosić sutannę lub habit pisać teologiczne
rozprawy i nie mieć wiary i twoja religijność wcale nie musi
oznaczać, że jesteś człowiekiem wierzącym.-
Wiara nie jest też uczuciem ani jakimś ślepym przekonaniem o
istnieniu czegoś, czego tak naprawdę nie ma, mimo to wierzymy
tak, bo to akurat ułatwia nam życie.
Wiara jest aktem woli i rozumu jest spotkaniem Osoby, jest
bezpośrednim środkiem do zjednoczenia się duszy z Bogiem, jest
jedyną możliwością spotkania i poznania, Tego, który jest ponad
wszelkim doświadczeniem- wynikającym z naszej natury.
Czytając Ewangelię nie trudno zauważyć że bardzo często Pan Jezus nie mógł dokonać żadnego cudu w ludziach z powodu ich
niewiary- po prostu nie miał do nich dostępu oni byli zamknięci
na wiarę, na Boga. Życie moralne jest skutkiem i owocem wiary, 
nie zaś jej celem. (Bez wiary też można żyć moralnie, jak to już
stwierdził wojujący ateista pan Dawkins)
Św. Jan w swoich dziełach naucza, że nadprzyrodzona wiara jest
głębią tajemnic- jest łaską, czyli darem kochającego Boga, jest
więzią z Jezusem Chrystusem relacją z jego Osobą to poprzez
wiarę Bóg daje nam się poznać,(i wlewa miłość do naszego serca)
przy czym znać Boga a mieć wiedzę o Nim to dwie różne rzeczy.
Wiara dla wierzących staje się przejściem do nowej nieskończonej
rzeczywistości- gdzie nie ma zła cierpienia ani śmierci, natomiast
człowiek, który umiera bez wiary rozmija się z Tym, który Jest
życiem i miłością samą w sobie.
 Św. Jan wyjaśnia nam również, czym jest rozum i co dla rozumu
znaczy pojmować i pisze tak; -czym dla oka zmysłowego jest
widzenie, tym samym dla rozumu jest pojmowanie.- A więc
pojmować coś, znaczy widzieć to.-
 Przypomnij sobie teraz, kiedy nagle coś zrozumiałeś, (np.
rozwiązałeś matematyczną zagadkę) na pewno nastąpił
spontaniczny okrzyk, - aha - a więc co się stało zrozumiałeś, czyli
zobaczyłeś problem prawda?
Wiara jak już wyżej była o tym mowa mieści się w rozumie, i
jeżeli rozum czegoś nie pojmuje- tym samym może dać temu
wiarę.
 Wydaje mi się a wręcz jestem przekonany, że w tym tkwi sedno
problemu, wszystkich ateistów- i ludzi mających kłopot z wiarą.
Najpierw chcieliby zrozumieć, (pojąć, zobaczyć) a potem, jak już
dadzą sobie pozytywną odpowiedź na wszystkie nasuwające im
się pytania, no to potem ewentualnie uwierzą.
Oczywiście nigdy to nie następuje, ponieważ ich rozum
pozbawiony jest owego światła wiary, które pozwoliłoby im pojąć,
że rzeczywistość nadprzyrodzona (niematerialna) naprawdę
istnieje.
 Cały problem sprowadza się do tego, że najpierw trzeba uwierzyć, żeby potem zrozumieć- nigdy odwrotnie nie uwierzysz,
nie zrozumiesz i kiedy twój rozum przy pomocy intelektu dojdzie
do tego miejsca, w którym uzna, że nie jest w stanie ogarnąć
nieskończoności- (Boga) wtedy dopiero może narodzić się wiara.
Jeżeli więc szukasz dowodu na istnienie Boga- uwierz w Niego a
On sam w swoim czasie da ci znać o swoim istnieniu zapewniam
Cię o tym.
Uwierz albowiem nie ma innej drogi musisz uwierzyć, jeżeli
chcesz się przekonać, i to ty musisz wyruszyć w tę podróż
pokornie uczciwie i szczerze.   
 Każdy człowiek, którego rozum został oświecony wiarą
doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jakim skarbem jest fenomen
nadprzyrodzonej wiary- albowiem wiara nie tylko, że jednoczy
nas z Bogiem, daje poznanie Boga, ale przede wszystkim uwalnia
nas od rozpaczy śmierci, rozpalając w nas miłość Boga daje
nadzieję ku nieśmiertelności.
Być może teraz pomyślałeś, że nadzieja jest matką głupich- no
cóż, ja wolę być głupi- ale mieć matkę zamiast myśleć, że jestem
mądry i być przy tym sierotą.
Ci wszyscy, których pragnienia nie wykraczają poza to, co
postrzegają ich zmysły, są naprawdę nieszczęśliwi, bo cóż
ciekawego może być w myśleniu, że Boga nie ma, życie tych
ludzi pozbawione jest sensu (nie posiadają nadziei) takie osoby
myślą, że z chwilą śmierci wszystko się kończy, wiem coś o tym,
bo sam kiedyś byłem ateistą.
Tak naprawdę w życiu liczą się tylko trzy rzeczy, które decydują o
naszym szczęściu w przyszłości a jest to, Wiara, Nadzieja i 
Miłość.
Wiara jak już wielokrotnie było tutaj powiedziane jest w rozumie,
jednoczy nas z Bogiem, a przez to uwalnia nas od śmierci
wiecznej.
 Nadzieja jest w pamięci i powoduje, że im więcej mamy nadziei-
tym więcej posiadamy Boga.
Miłość natomiast, jak uczy św. Jan od Krzyża jest w woli, i
powoduje, że upodabniamy się do Boga. (Bóg jest miłością) Dusza ludzka zawsze upodabnia się do tego, co kocha, im więcej
kocha Boga tym bardziej staje się Jemu podobna.
Miłość posiada taką właściwość, że ukierunkowuje i upodabnia
nas do tego, co kochamy- albowiem człowiek jest istotą, która
dopiero się staje- i dopóki żyjemy na tym świecie jesteśmy
pomiędzy niczym, a Wszystkim.
Mówienie, że wiara jest zagrożeniem dla rozumu a osoby
wierzące- to ciemna bezmyślna masa, jest niepoważne.
Myślę, że sprawa ma się zupełnie odwrotnie, bo cóż mogą
wiedzieć na temat wiary ludzie, którzy tej wiary nie posiadają (z
własnej woli zresztą,) dla nich to tylko głupoty, mity i
halucynacje.
Dla wierzących zaś, wiara jest poręką tych dóbr, których się 
spodziewamy dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy.
 Przez wiarę poznajemy, że słowem Boga wszechświat został tak 
stworzony, iż to, co widzimy, powstało nie z rzeczy widzialnych.
Hebr. 11,1-3
 

 

List  4     Myślenie    
 

Czasem przy różnych okazjach a coraz częściej również i w
mediach można usłyszeć takie oto zdanie; prawda was wyzwoli.
Bardzo często też słowa te bywają wykorzystywane przez
polityków, czy różnego rodzaju pismaków plujących atramentem
cytowane tylko po to, aby kogoś poniżyć i okazać w ten sposób
wyższość swoich racji, bo przecież (napisaliśmy prawdę) a prawda wyzwala.
A zdanie to wypowiedział Chrystus do swoich uczniów tylko, że
słowa mówiące o prawdzie, która wyzwala zostały wyjęte z
kontekstu, ponieważ pełne zdanie brzmi tak; Jeżeli będziecie
trwali w mojej nauce, będziecie prawdziwie moimi uczniami i 
poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli.
Ew św. Jana 8/31-33
 Jak zauważyłeś różnica jest dość znaczna, bo aby poznać prawdę
(którą jest On sam) i stać się wolnym należy trwać w nauce
Chrystusa, trzeba po prostu cały czas być Jego uczniem.
Aby zrozumieć, na czym polega prawdziwa wolność musisz
uświadomić sobie to, o czym ci już wcześniej pisałem a
mianowicie, że człowiek jest istotą, która dopiero się staje-
jesteśmy pomiędzy niczym a wszystkim.
Wolność jest nam zadana- nauczał Jan Paweł II tylko nie na
zasadzie, róbta co chceta- bo to akurat nie ma nic wspólnego z
wolnością, taka wolność zniewala, prawdziwa wolność to wolność
od tego, co nazywamy złem.-
Najbardziej intymną i osobistą oazą ludzkiej wolności, do której
jak się nam wydaje nikt, oprócz nas nie ma dostępu- jest myślenie,
i jest ono tą krainą, z którą każdy człowiek utożsamia się jako
swoją własną.
 Każdy z nas nieustannie prowadzi wewnętrzny dialog z samym
sobą a myśl, która jest mową ducha- skłania nas do czynów i
wydawania sądów kształtuje nasz pogląd na siebie i na innych
oraz na rzeczywistość, w której żyjemy.
To właśnie myśl, która jest mową ducha- kształtuje naszą
świadomość oraz decyduje o naszych życiowych wyborach.
Każdy człowiek żyjący zafałszowanym pojęciem wolności prędzej
czy później doświadczy kryzysu własnej tożsamości i może się
zdarzyć tak, (w wielu wypadkach tak się zdarza) że jedyną
wartością całego jego życia, będzie niewolnicze zaspokajanie
swoich skłonności.
Zdarzają się ludzie, którzy do tego stopnia utożsamili się ze
swoimi myślami, że stali się myślą- a co za tym idzie oni przestali myśleć, tacy ludzie są już tylko myśleni- zdani na wszelkiego
rodzaju manipulacje, serwowane, non stop przez różnego rodzaju
środki masowego rażenia. (Media)
Do takich ludzi na ogół dociera już tylko kłamstwo-   kłamstwem
oddychają i to, co złe postrzegają jako dobre a to, co dobre
odbierają jako złe.
Wysyłanie SMS-ów nikogo dzisiaj nie dziwi a nawet stało się to
dla nas czymś naturalnym, ale mówienie, że z myślami może być
podobnie od razu wywołuje podejrzenie o chorobę psychiczną.
A przecież myśl ludzka podobnie, jest tylko pewnego rodzaju
impulsem, który można wysyłać i odbierać również na odległość,
bo czymże jest modlitwa, jeżeli nie wysyłaniem SMS-ów do
nieba.
W świadomości chrześcijańskiej- w której rozum został
oświecony światłem Ducha Świętego- rzeczywistość przedstawia
się tak; iż nie wszystkie myśli, które pojawiają się w naszych
głowach są -nasze.
Okazuje się, że każdy z nas doświadcza trzech rodzajów myśli i
tak, jedne pochodzą od nas samych z naszej woli drugie, pochodzą
z zewnątrz od ducha dobrego trzecie, również pochodzą z
zewnątrz, tyle że od ducha złego. 
Przez całe swoje życie jesteśmy świadkami różnego rodzaju
myśli, pragnień oraz natchnień duchowych a rozpoznawanie
źródła tych zjawisk określa się w kościele jako „Dar rozeznawania
duchów”
Myśl jest mową ducha i poprzez nasze naturalne skłonności
uczuciowe w świecie ducha, toczy się bój o nasze serca.
Ja zdaję sobie sprawę z tego, że to, o czym teraz piszę może ci się
wydawać zupełnie nieprawdopodobne, ale nawet w kościele mało
jest osób, które mają tę świadomość- że poprzez nasze emocje
może działać zły lub dobry duch. (Inteligentna energia)
Od początku Chrześcijaństwa Ojcowie Kościoła i różni święci
opisywali sposoby działania złych duchów w życiu człowieka.
Dzisiaj wiedza ta została zupełnie zignorowana a moim zdaniem
właśnie w tym tkwi sedno wszystkich naszych problemów, osobistych jak i ogólnoświatowych.
Jednym ze świętych, który opisał, w jaki sposób -rozpoznać na
sobie działanie duchów był św. Ignacy Loyola.
Oto, jak św. Ignacy opisał moment, w którym rozpoznał różnicę
między dwoma rodzajami marzeń i uczuć z nimi związanych;
kiedy myślał o rzeczach światowych, czyli inaczej mówiąc, kiedy
marzył o rozrywce, doznawał w tym wielkiej przyjemności- ale
kiedy porzucał te myśli czuł się smutny i niezadowolony.
Natomiast, kiedy myślał o tym, aby żyć pobożnie odżywiać się
skromnie i prowadzić surowe życie, o jakim czytał u świętych-
odczuwał pociechę, i nawet po ustąpieniu tych myśli Ignacy
pozostawał radosny i zadowolony.
Nie zwracał jednak na to zbytnio uwagi aż do chwili, kiedy
pewnego dnia uświadomił sobie to zjawisko, od tego też czasu
zaczął się uważnie przyglądać tej różnicy.
Po tym doświadczeniu św. Ignacy zrozumiał, że jedne myśli
czyniły go smutnym- inne zaś radosnym- i w ten sposób doszedł
do poznania różnicy duchów, które w nim działały.
Potem w swoim dziele pt. Ćwiczenia duchowne św. Ignacy
napisze „Człowiek ma trzy rodzaje myśli jedne, pochodzą od nas
samych z naszej własnej woli- drugie, pochodzą z zewnątrz od
ducha dobrego trzecie, również z zewnątrz od ducha złego.
 Ludziom, którzy żyją w grzechu- bez wiary z dala od Boga zły
duch przedstawia przyjemności zwodnicze i sprawia, że
wyobrażają sobie przyjemności zmysłowe, aby ich tym bardziej
utrzymać i pogrążyć w ich wadach.
Dobry duch natomiast stosuje sposób działania zgoła przeciwny,
kłuje i gryzie ich sumienie.
U tych zaś, co usilnie postępują w oczyszczaniu się ze swoich wad
i grzechów rzecz ma się odwrotnie.
Wtedy zły duch stara się zasmucać i stawiać przeszkody strasząc i 
zniechęcając fałszywymi racjami, aby przeszkodzić w dalszym
postępie.”
Zły duch ma tę właściwość, że potrafi udawać anioła światłości-
jednocześnie jest jak dobry aktor- naśladując nas samych podaje nam myśli w pierwszej osobie (tzn. Ja myślę, Ja chcę, zrobię to-
lub tamto itp.) i zawsze dopasowuje swoje myśli do naszego
charakteru.
Myśli te odbieramy jako nasze własne, trafiając na duszę religijną-
demon będzie podsuwał jej myśli pobożne i święte dostrojone do
takiej duszy, aby powoli doprowadzić ją do swoich celów-
wciągając ją pod pozorem dobra- w ukryte swe podstępy i
przewrotne zamiary. (jest mistrzem intryg)
Na tej samej zasadzie demon będzie postępował z naukowcem, 
politykiem, dziennikarzem, psychologiem- a w sposób szczególny
z osobami związanymi z kościołem.
Rozpoznanie tych myśli u osoby wierzącej wcale nie jest łatwe,
możemy je poznać po skutkach, jakie wywołują w świecie
emocjonalnym człowieka a jest to: niepokój w myślach, smutek,
wewnętrzne rozproszenie, lęk, brak cierpliwości, zamieszanie, 
zwątpienie, brak miłości.
Natomiast w zupełnie odwrotny sposób, demon działa w
człowieku który żyje w grzechu, bez wiary z dala od Boga-
działanie złego wywołuje u niego wewnętrzne zadowolenie-
albowiem wchodząc do takiej duszy demon wchodzi jak do siebie
do domu- poucza nas św. Ignacy Loyola.
Oczywiście nie można dokonać rozeznania duchowego bez
światła wiary i głębokiego życia wewnętrznego, bez znajomości
tego wszystkiego, co się dzieje w świecie emocjonalnym
człowieka, bez pewnej dojrzałości i świadomości duchowej.
Św. Ignacy pisał, aby nie dawać wiary swoim myślom, ale badać,
dokąd dana myśl prowadzi.
Demony istnieją naprawdę są istotami, które przewyższają mocą i
inteligencją ludzi, posiadają wolę,(złą wolę) pamięć i rozum nie
mają ciała materialnego tak jak ludzie i jedyne, co ich wypełnia i 
pobudza do działania to  energia nienawiści- nienawidzą
wszystkiego i od początku istnienia świata dążą do jego
zniszczenia, ponieważ nie mogąc Bogu nic zrobić próbują
zniszczyć Jego dzieło.
Istoty te są mistrzami intryg i dezinformacji zawsze działają pod pozorem dobra, doskonale znają naturę ludzką i robią wszystko,
aby świat nie rozpoznał ich istnienia- oczywiście w swoich
przewrotnych zamiarach zawsze posługują się ludźmi.
Mają ogromny wpływ na wszystkie dziedziny naszego życia
zresztą wystarczy się przyjrzeć, co się ostatnio dzieje na całym
świecie widać to bardzo wyraźnie- że ostatnimi czasy zło jakby się
uaktywniło, coraz więcej chorób psychicznych, oraz samobójstw,
spowodowanych jest przez te istoty.
W moim przypadku uświadomienie sobie istnienia inteligentnych
energii- wyglądało w ten sposób, że kiedy zacząłem myśleć o
nawróceniu pojawiały się myśli, że zwariuję, że znajomi będą
mnie wyśmiewać, że będą mówić nawiedzony, itp.
Kiedy przebywałem w kościele, pojawiały się myśli bluźniercze i
różnego rodzaju przykre wyobrażenia- nie masz pojęcia ile się
nacierpiałem z tego powodu zanim zrozumiałem- że myśli te i
uczucia przez owe myśli wywołane- nie są moje a pochodzą od
złego ducha, który próbuje w ten sposób doprowadzić mnie do
rozpaczy oraz zniechęcenia i gdybym się z tymi myślami wtedy
utożsamił- byłoby już po mnie.
Zły duch znając naszą naturę zawsze atakuje to, co jest w nas
najsłabsze- przeważnie atakuje to co jest naszą największą wadą
często nieuświadomioną, i nawet nasze najbardziej szczytne cele i
pragnienia na samym końcu mogą się okazać zwyczajną pułapką,
zastawioną na nas przez złego ducha, dlatego tak ważne jest
rozeznawanie.-
Warto tu również przytoczyć słowa, św. Jana od Krzyża, który w
swoich dziełach pisał, że zły duch stara się wnikać do duszy
poprzez nasze zmysły, czyli nie tylko przez myśli- ale też słuch, 
węch, smak, wzrok, dotyk i tzw. zmysł wewnętrzny- tzn.
wyobraźnia i fantazja.
Wola ludzka jest bramą duszy i to, ku czemu nasza wola się
skłania tym samym będzie wnikało do naszej duszy pisze w
swoich dziełach św. Jan.
Opisuje on również każdy z poszczególnych zmysłów oraz jakie z
tego wynikają szkody, kiedy dusza zamiast do Boga skłania się bardziej ku sobie, ku swoim skłonnościom.
W rzeczywistości całe zło tego świata, które człowiek popełnia
wynika z inspiracji demonicznej, co nie znaczy, że jesteśmy bez
winy- mamy wolną wolę i ostatecznie to my wybieramy dobro
albo zło.
Musimy wreszcie się obudzić i zrozumieć, że nie żyjemy sami na
tym świecie zło osobowe naprawdę istnieje, ale my bardziej
skłonni jesteśmy wierzyć w istnienie kosmitów- niż w inteligentne
zorganizowane i bezcielesne byty.
Jeżeli chcesz się przekonać- czy to, o czym tu napisałem
rzeczywiście istnieje- powinieneś zacząć obserwować samego
siebie bądź świadom swych myśli i tego, dokąd dana myśl
prowadzi.
Wejdź czasem do Kościoła nawet, jeżeli nie jesteś wierzący
poobserwuj siebie jak reagujesz na rzeczy święte, co cię drażni, co
cię odpycha, co się pojawia w twoim umyśle, jakie uczucia i
wyobrażenia tobą władają- musisz wywrócić cały dotychczasowy
sposób myślenia- zanegować wszystkie swoje myśli to wymaga
pewnego wysiłku i pokory.
Jeżeli masz w domu Pismo Święte czytając je obserwuj siebie,
zobacz, co ci w duszy gra, a pewnego dnia poprzez stały kontakt z
samym sobą- uświadomisz sobie, że jednak nie wszystkie myśli i
wywołane nimi uczucia pojawiające się w tobie pochodzą od
ciebie- brzmi to dziwnie, ale tak właśnie jest.
Już teraz czytając te listy- wsłuchuj się jednocześnie, jakie myśli 
rejestruje twoja świadomość- i rób tak zawsze cokolwiek czynisz
pamiętając jednocześnie, że masz do czynienia z bardzo
przewrotnymi inteligentnymi istotami. Zapewniam Cię, że robiąc
tak po pewnym czasie zobaczysz, że niektóre myśli i pojęcia nie
są twoje, będą się one pojawiać w tobie mimo woli czasem bardzo
mądre- a czasem złe podstępne i natrętne.
Sposób na to jest jeden modlitwa-, czyli skupienie się na Bogu nie
na swoich myślach- w ten sposób będziesz nabierał coraz
większego dystansu do tych podszeptów i coraz większą
wewnętrzną siłę.

 

List  5       Bliskie spotkania trzeciego stopnia
 

Bardzo trudno będzie ci uwierzyć w historię, o której teraz
przeczytasz, ale to, co zostanie tu opisane wydarzyło się naprawdę
i jest to moje osobiste świadectwo.-
Doświadczyłem tego na własnej skórze i gdyby w całym tym
zdarzeniu nie pojawiło się dwoje niemych świadków,- którzy
swoim zachowaniem potwierdzili, że to się działo naprawdę, to
dzisiaj pewnie byłbym pacjentem specjalnej troski w jakimś
szpitalu dla psychicznie chorych.
A wydarzyło się to parę lat po śmierci mojej matki był to okres, w
którym podjąłem ostateczną decyzję o moim nawróceniu-wtedy
postanowiłem całkowicie oczyścić swoją przeszłość, poprzez tak
zwaną spowiedź generalną.( To taka spowiedź z całego życia)
Jak dziś pamiętam była to sobota, w telewizji szedł taki dziecięco
młodzieżowy program, pt. „ 5 10 15”
W programie tym można było obejrzeć teledyski różnych
zachodnich gwiazd z tłumaczeniem tekstu na język polski.
Moją uwagę przykuły słowa do teledysku Amerykańskiej pop rockowej gwiazdy Billy Idola a brzmiały one tak -„twarz bez
wyrazu, twarz bez wyrazu, odmów ten pacierz, przyjdę do ciebie
dzisiaj, no odmów ten pacierz.”- Pomyślałem sobie, co za
idiotyczny tekst, o czym ten facet śpiewa?
Ale to, co się potem wydarzyło przeszło moje najśmielsze
wyobrażenia.
 Moja spowiedź nie trwała długo, ponieważ wcześniej zapisałem
sobie wszystko na kartce tak na wszelki wypadek, żeby czegoś nie
zapomnieć a za pokutę kapłan powiedział, proszę odmówić
pacierz- za dusze w czyśćcu cierpiące.
Będąc już w domu postanowiłem odprawić zadaną pokutę, więc
udałem się z tą myślą do sypialni, moja żona w tym czasie
oglądała telewizję, córka została na noc u babci, zatem miałem
czas żeby to zrobić.
Biorąc różaniec do ręki pomyślałem, że można by odmówić ten
pacierz w intencji mojej zmarłej matki, i tak też zrobiłem.
Zaraz po tym jak skończyłem odmawiać zadaną pokutę pojawiła
się w mojej głowie bardzo wyraźnie słyszalna myśl, tak jak by
ktoś we mnie mówił do mnie -Twoja modlitwa została
wysłuchana- cała twoja rodzina będzie zbawiona otrzymałeś dar
uzdrawiania i dar czynienia cudów, Ja jestem mądrością- będę
twoimi myślami możesz mnie pytać o co chcesz.-
 Pomyślałem sobie,- a co z darem wypędzania demonów i
natychmiast pada odpowiedź -z tym jeszcze poczekaj.
Przekonany i zupełnie zaskoczony tym, że rozmawiam chyba z
samym Chrystusem nie bardzo wiedziałem, o co zapytać, ale po
chwili sam nie wiem dlaczego, pada z mojej strony pytanie, Panie
powiedz mi kiedy umrę?
 W tej samej chwili słyszę odpowiedź -za trzy dni- i w tym
momencie moje serce przenika taki ból jak by mnie ktoś nożem
ugodził a jednocześnie w wyobraźni pojawia się scena, w której
widzę jak ginę w tragicznym wypadku w czasie pracy zmiażdżony
przez maszynę. (a wtedy pracowałem w kopalni pod ziemią)
Wyobraź sobie jak musi czuć się człowiek, który wie, że
rozmawia z Bogiem i właśnie zobaczył swoją przyszłość.- Jeżeli myślisz, że w takim momencie pojawia się jakieś racjonalne
myślenie to się głęboko mylisz jedyne, co cię absorbuje to
zachowanie życia za wszelką cenę.
Będziesz się trząsł jak porażony prądem zalewając się łzami i jak
małe dziecko będziesz błagał Panie, przecież możesz to zmienić
Ty możesz wszystko- możesz sprawić, że tego dnia zachoruję i ja, 
dokładnie właśnie tak się zachowywałem.
Ale to jeszcze nie koniec, kiedy tak trzęsąc się jak galareta
błagałem o życie nagle słyszę- idź uzdrów twoją żonę, więc wstaję
bez namysłu- idę do drugiego pokoju cały roztrzęsiony i
zapłakany stoję przed moją żoną i pytam czy wierzy w Jezusa?
Spojrzała na mnie jak na wariata, z jakimś takim zdziwieniem i
pomieszaniem nie wiedząc zupełnie, o co chodzi, ale
odpowiedziała wierzę a wtedy ja mówię do niej w takim razie w
imię Jezusa Chrystusa bądź uzdrowiona.
Zauważyłem tylko, że jakoś tak dziwnie się jej w oczach
zamieszało, kiedy wypowiedziałem te słowa a już po chwili
znowu w myślach słyszę -wróć teraz do mnie.-
Trochę to trwało zanim wróciłem z powrotem do sypialni
próbowałem jej coś jeszcze wytłumaczyć, ale do niej już nic nie
docierało mówiła tylko, że jest zmęczona i bardzo chce jej się
spać.
Pamiętam że skorzystałem jeszcze z ubikacji i jak wróciłem do
sypialni żona już smacznie spała zupełnie zamroczona, jakby
dostała obuchem w głowę, i wtedy dopiero zaczęła się  prawdziwa
jazda.
Oparty łokciami o łóżko klęcząc z twarzą w dłoniach starałem się
ogarnąć to wszystko, co się do tej pory wydarzyło, ale oto znowu
słyszę- ponieważ twoja żona nie uwierzyła będzie potępiona i
dlatego musisz ofiarować swoje życie, żeby ją ratować.-
Trudno opisać, co się ze mną działo po tych słowach dla mnie
brzmiało to jak wyrok, nie wiem czy wyczuwasz realizm takiej
sytuacji, kiedy ktoś a w moim przekonaniu, to przecież sam Bóg,
mówi ci, że masz oddać swoje własne życie za kogoś.
 W takiej sytuacji człowiek nie wie jak się zachowa, i wtedy stała się rzecz niesłychana pomyślałem -dobrze Panie przygotuj mnie
na tę śmierć- i wówczas bardzo wyraźnie poczułem, że moja
odpowiedź zupełnie zbiła z tropu tego kogoś, kto podsuwał mi te
wszystkie myśli- zauważyłem też, że przez ten moment mogę
swobodnie myśleć a przedtem było zupełnie inaczej.
Ale znowu słyszę -nie martw się to była tylko próba miłości- w
tym momencie nie zwracałem już jednak uwagi na te myśli
albowiem wniosek nasuwał się prosty, to nie Bóg mówił do mnie.
Świadomy już, z kim rzeczywiście mam do czynienia mówię na
głos- szatanie, w imię Jezusa Chrystusa rozkazuję ci wyjdź ze
mnie, i po tych słowach czuję jakby coś spłynęło mi po plecach, i 
jednocześnie słyszę przeraźliwe charczenie z jednoczesnym
szczękaniem łańcuchów za moimi plecami.
A co najgorsze to się dzieje naprawdę nie w myślach ani
wyobraźni tylko na własne uszy- słyszę jakąś przerażającą bestię,
która stoi za mną a do tego przeraźliwie charczy i zgrzyta
łańcuchami.  
Człowieku nie masz pojęcia, jaki byłem przerażony i nie wiem do
dzisiaj, jakim sposobem sięgnąłem po wodę święconą stojącą na
półce.
Śmiertelnie przerażony sparaliżowany strachem jakimś cudem
zanurzyłem dłoń w słoiku i tryskam ile sił za siebie nie
odwracając głowy, żeby przypadkiem nie zobaczyć tego czegoś,
bo chyba bym tego nie przeżył.
A noc była wyjątkowo jasna tego dnia księżyc i latarnie oświecały
pokój w taki sposób, że w zasadzie było jasno jak w dzień, tym
sposobem bardzo wyraźnie mogłem widzieć twarz mojej, cały
czas śpiącej żony.
Myśląc, że pozbyłem się już bestii którą pokropiłem święconą
wodą patrzę- a tu okazuje się, że to, co było przed chwilą za
moimi plecami znajduje się teraz na twarzy mojej żony- a
dokładnie na jej rozchylonych ustach, próbując jakby w nią wejść.
Wyglądało to jak rozlana żywa pulsująca smoła, kiedy chciałem
się temu dokładnie przyjrzeć wyskoczyły z tego jakieś takie jak
gdyby macki w moją stronę, przerażony zacząłem opryskiwać twarz żony święconą wodą, którą cały czas jeszcze miałem przy
sobie- ale ona tylko głęboko westchnęła odwróciła się na drugi
bok i spała dalej.
Niesamowita była reakcja demona na święconą wodę w panice
zaczęły odbijać się od ścian jak piłki tenisowe- okazało się, że
były trzy i jakby zapomniały, że w chwili, kiedy stały się
widzialne podlegają prawom fizyki.-
Nie mogły przenikać przez ściany,(tak mi się przynajmniej
wydaje)więc latały bardzo szybko od jednej ściany do drugiej,
chociaż słowo latały jest tu zupełnie nietrafione.
Przybierało to różne formy, ale nie sposób opisać słowami tego
zjawiska najczęściej miały one formę kulistą wyglądały jak
poruszające się cienie, słyszałem jak chichotały i porozumiewały
się ze sobą w jakimś dziwnym dialekcie.
Za każdym razem jak tylko pojawiły się w polu mojego widzenia
tryskałem w ich stronę święconą wodą i reakcja z ich strony
zawsze była taka sama.
W końcu zabrakło mi tej wody cały przerażony resztkami sił
sięgnąłem po krzyż, no i historia znowu się powtarzała, kiedy
tylko skierowałem krzyż- w ich stronę w panice uciekały po całym
pokoju.
Nie masz pojęcia, jaki byłem przestraszony miałem wrażenie, że
to się już nigdy nie skończy ostatkiem sił trzymając krzyż w
rękach wyrecytowałem modlitwę do Najświętszej Panienki- i
dzięki Bogu dopiero po tej modlitwie wszystko ustało,
zrozumiałem, że odeszły sobie na zawsze.
Potem zauważyłem że to moje zmaganie się trwało dość długo,
ponieważ na dworze zaczęło już świtać.
Chociaż byłem wycieńczony psychicznie i fizycznie nie
potrafiłem już zasnąć po tym wszystkim i leżąc na łóżku
próbowałem jakoś racjonalnie to sobie uporządkować i jedyny
wniosek, jaki mi się wtedy nasuwał to ten, że chyba zwariowałem-
nie docierało jeszcze do mnie, że to wszystko działo się naprawdę.
I w tym momencie kiedy tak leżałem na tym łóżku nagle nie
wiem, w jaki sposób widzę twarz Chrystusa całą zakrwawioną  i straszliwie skatowaną trwało to bardzo krótko dosłownie ułamek
sekundy.
Zaraz po tym pojawiła się przede mną moja nieżyjąca matka-
wyglądała niesamowicie, naprawdę nie sposób opisać tego
zjawiska słowami.
Przede wszystkim uderzała mnie jej niesamowita pokora i takie
porażające bolesne upalenie ducha- jakby rozżarzone do białości
żelazo wyjęte prosto z pieca z tym, że nie chodzi mi o kolor tylko
natężenie.(zresztą jakiekolwiek porównanie nie ma tu żadnego
sensu)
Kiedy się tak sobie przypatrywaliśmy przechyliła lekko głowę w
lewą stronę i w tedy zrozumiałem, że do mnie mówi.
Nie były to ani słowa ani myśli, ale coś jakby telepatia duchowy
przekaz o takiej oto treści, -Irek dziękuję ci i przepraszam za
wszystko.- Zdążyłem tylko odpowiedzieć mamo Bogu dziękuj i
zniknęła.
Najbardziej niezwykłe w tym wszystkim było to, że i ta wizja
również trwała ułamek sekundy takie odniosłem wrażenie, ale
kiedy to się odbywało miałem poczucie, że czas nie istnieje-
dosłownie jakby to wszystko działo się poza czasem.
Natychmiast po tym wydarzeniu wstąpiła we mnie niesamowita
radość i energia zapomniałem o nieprzespanej nocy i o całym
udręczeniu wstałem z łóżka a była to już godzina piąta rano.
Mieliśmy w domu psa takiego zwykłego kundelka, wabił się Atos
wychodząc do przedpokoju zauważyłem, że nasz piesek narobił na
dywan, było to dziwne, ponieważ nigdy się to nie zdarzało a tym
bardziej, że narobił w wielu miejscach, znalazłem go w pokoju
gościnnym na kanapie wtulonego w rogu kanapy jak by się chciał
przed czymś schować.
Był potwornie przerażony całe jego ciało dygotało ze strachu jak
porażone prądem, dosłownie było słychać jak drży na całym ciele.
Dopiero w tym momencie uświadomiłem sobie, że to wszystko,
co się wydarzyło nie było projekcją mojej jaźni- albo choroby
psychicznej jak niektórzy by chcieli- ale że to wszystko działo się
naprawdę i to biedne zwierzątko było tego świadkiem. Mieliśmy też jeszcze w domu małą papużkę widok to był
zdumiewający, kiedy wszedłem do pokoju córki a w klatce i na
podłodze pełno było ptasich piórek tapeta w miejscu, w którym
klatka przylegała do ściany była całkowicie zdarta aż do tynku, a
papużka z poszczerbionym dziobkiem stała w rogu klatki
dygotając z przerażenia.
Wiem, że to wszystko może się wymykać zwykłej logice, ale w
takich sprawach logika zwyczajnie przeszkadza, nasze zwierzątka
oczywiście nie pożyły długo i muszę przyznać, że wiele
zawdzięczam tym moim niemym -świadkom albowiem
zawdzięczam im swoją normalność. 
Moja żona, a wtedy jeszcze nią była- mocno się zdziwiła, kiedy
zobaczyła klatkę z papużką, więc podjąłem próbę wyjaśnienia jej
tego wszystkiego, ale myślisz, że mi uwierzyła?
Zostałem sam, ze swoją tajemnicą i opinią- nawiedzonego wariata.
Oczywiście można całe to wydarzenie sprowadzić do jednego
zdania „Choroba psychiczna”- pamiętam, że wobec Ojca Pio też
padały podobne zarzuty, że niby te jego krwawiące rany przebite
dłonie, stopy i serce, zostały wywołane siłą jego umysłu.
Diagnoza wystawiona przez zacne grono specjalistów  w jego
przypadku była taka- że był on tak mocno skupiony na swoim
mistrzu- tak intensywnie o nim myślał, że się z nim utożsamił, co
wywołało reakcję w jego ciele, na co Ojciec Pio ze spokojem
odparł- „skoro tak- to niech pan doktor od dzisiaj intensywnie
myśli, że jest osłem- zobaczymy czy mu ośle uszy wyrosną.”
Ja absolutnie nie mam zamiaru się tutaj porównywać z Ojcem Pio-
chcę tylko powiedzieć, że zdarzają się w życiu zjawiska, na które
nauka nie jest w stanie odpowiedzieć.
Wydaje mi się, że wszyscy jesteśmy jak ten niewierny Tomasz i
nie uwierzymy dopóki sami nie dotkniemy, chociaż czasem to
dotknięcie bywa dla nas bolesne, to w tym przypadku myślę że
było warto.
Po tych wydarzeniach moje postrzeganie świata podejście do
wiary i do kościoła, całkowicie się zmieniło byłem już zupełnie
innym człowiekiem, -znałem prawdę.Długo jeszcze nie mogłem zrozumieć, dlaczego przytrafiło mi się
to, co raczej zdarzało się tylko świętym- (ja niestety do nich nie
należę,) ale dziś już wiem, że Bóg nigdy nie dopuści cierpienia,
którego nie moglibyśmy znieść- a jeśli w swojej mądrości
dopuścił na nas jakieś cierpienie to tylko dla większego pożytku i
dobra wszystkich.
Nie ma nic przypadkowego w tym, co się nam w życiu przydarza
(nie chodzi mi o determinizm tylko o to że każde wydarzenie ma
swoją przyczynę i jest po coś) dla mnie przypadek- to taki
pseudonim Pana Boga, którym On często się posługuje.
Cały świat jak mówi pismo; leży w mocy złego- ludziom się
wydaje, że są wolni, ponieważ mogą myśleć i robić, co tylko chcą
a w rzeczywistości wszyscy powoli stajemy się igraszką
demonów.
Zło osobowe istnieje naprawdę i jeżeli chcesz zrozumieć
otaczającą nas rzeczywistość musisz przyjąć ten fakt- dopiero
wtedy przejrzysz na oczy i być może staniesz się wolny.(wolny od
tego co nazywamy złem)
 

 

List 6   Reinkarnacja
 

Kiedy czytam Pismo Święte to mam takie wrażenie, że cała
historia świata przedstawia się dokładnie tak, jak podaje księga
Koheleta, iż-nie ma niczego nowego pod słońcem.
Przechodzimy tylko od jednej formy ucisku do następnej,
cywilizacje powstawały i upadały.
Zmieniają się jedynie metody działania od tych rewolucyjnych, do
tych bardziej wyrafinowanych ewolucyjnych, podobnie jest z naszą pseudo-demokracją.
Jest ona tylko innym rodzajem ucisku i będzie tak dopóki nie
uświadomimy sobie, że zmieniające się idee polityczne są tylko po
to- aby dać nam złudzenie postępu.
A jeżeli jest jakiś postęp- to tylko technologiczny, o którym Albert
Einstein mówił, że jest jak- „Topór w rękach psychopaty.”
W rzeczywistości cały czas jesteśmy w stanie totalnej wojny, 
toczącej się nieustannie na poziomie ducha i materii a celem tej
wojny jest zniewolenie ludzkiego-serca pod pozorem dobra.
W naszych tak zwanych „cywilizowanych czasach” na skutek
działań wojennych zginęło około Sto Pięćdziesiąt Milionów ludzi.
W wyniku aborcji w ciągu trzydziestu lat na całym świecie
zamordowano miliard ludzkich istot- i liczba ta ciągle rośnie, w
krajach afrykańskich milionom ludzi grozi śmierć głodowa oraz
epidemia AIDS.
Na naszych oczach powstaje jeden z najgorszych możliwych
systemów ucisku, z jakimi ludzkość będzie musiała się zmierzyć, 
-polityczno religijna poprawność- połączona z technologicznym
totalitaryzmem. Totalitarne Państwo wyznaniowe- którego
głównym wyznaniem właściwie będzie ateizm, oraz duchowy
nihilizm- połączony z synkretyzmem.(Religia antychrysta)  
Wszystkie najbardziej zaawansowane technologie zostaną
włączone w ustanowienie nowego porządku świata.
Obok nas w całej naszej przestrzeni publicznej żyją inteligentne i 
niezwykle przewrotne a zarazem niewidzialne byty- i gdyby
ludzkość była tego świadoma i miała to rozeznanie, że zło
osobowe istnieje naprawdę i ma swoje plany wobec świata- to
cały świat wyglądałby zupełnie inaczej wtedy zło, nie miałoby do
nas dostępu i musiałoby ustąpić.
Żadna kultura żadna religia, żadna dziedzina życia społeczno
politycznego nie jest wolna od wpływu tych istot- a najbardziej
atakowaną znienawidzoną i prześladowaną instytucją na świecie
jest kościół- a to z tej racji, że posiada on wszystkie potrzebne
narzędzia do walki z osobowym złem tego świata.   
Kościół posiada te narzędzia nie, dlatego że katolicy są mądrzejsi od innych- ale ponieważ wszystko, to co jest w kościele jest
-nadprzyrodzone. (chodzi mi o dary, sakramenty) Bóg stał się
człowiekiem założył na ziemi swój Kościół, który jest Jego
mistycznym ciałem- i bramy piekielne go nie przemogą.   
I nie jest prawdą że kościół chce państwa wyznaniowego- bo to
jest sprzeczne z samą Ewangelią, albowiem nie można nikogo
zmusić do zachowania przykazań- czy wiary w Boga, jeśli  taka
osoba wewnętrznie tego nie chce.
Przyjrzyj się, w jaki sposób media nagłaśniają sprawy kościoła, z
jaką mocą nagłaśnia się różne skandale występujące w kościele- a
wszystko tylko w jednym celu, aby go zdyskredytować i ukazać
kościół jako głównego wroga wolności- instytucję wsteczną
archaiczną generującą tylko zło i zupełnie niepotrzebną. A
przecież z przekazu Ewangelii wynika wyraźnie, iż do końca
świata będą w kościele ludzie  dobrzy i źli.  
Jak to się dzieje, że ostatnimi czasy coraz większą popularność na
całym świecie zdobywa wiara w reinkarnację również wśród
chrześcijan?
Oglądałem kiedyś dawno temu w telewizji taki program, w
którym jedna pani opowiadała, o swoim poprzednim wcieleniu,
jak żyła w czasie wojny w jakimś dużym mieście i jak jej tam było
ciężko był tylko głód cierpienia i choroby, co ostatecznie
doprowadziło ją do samobójstwa.
Teraz żyje sobie w Gdańsku o ile dobrze pamiętam, ma dwójkę
dzieci i nawet nieźle się jej powodzi, i wtedy prowadzący program
zadał jej pytanie.
Czy gdyby teraz nagle jej życie się pogorszyło to czy zrobiłaby to
samo?
Ona stwierdziła, że owszem i nawet nie zawahałaby się pociągnąć
ze sobą swoich dzieci,- i takich podobnych przykładów ludzi
wyznających reinkarnację- mógłbym podać jeszcze wiele. Po ich
owocach ich poznacie
Wyznawcy reinkarnacji udowadniają swoją teorię w ten sposób,
że wprowadza się daną osobę w rodzaj głębokiej medytacji albo
hipnozy osoba będąc w tym stanie przypomina sobie, że żyła przykładowo sto lat temu, w Jerozolimie.-
Taka osoba potrafi ze szczegółami opowiadać jak wyglądała
dzielnica albo miasto, w którym żyła- potrafi mówić tamtejszym
dialektem, chociaż wiadomo na pewno, że absolutnie nigdy w tym
mieście nie była- na dodatek potrafi wskazać miejsce swego
pochówku z takimi szczegółami jak imię, nazwisko, datę swojej
śmierci- oraz różne charakterystyczne przedmioty zostawione w
grobowcu jako pamiątki rodu.
Wszystkie podane informacje zostają skrupulatnie zbadane
odnajdując wskazane miejsce otwiera się grobowiec i okazuje się,
iż rzeczywiście wszystko się zgadza dokładnie tak, jak to zostało
przedstawione w ten sposób dowodzi się, że reinkarnacja jest
faktem naukowym, ale czy aby na pewno?
Otóż w tak zwanym rycie Rzymskim Kościoła Katolickiego-
możemy przeczytać czym jest opętanie- i jak się ono
charakteryzuje.
Pełne opętanie to znaczy takie, kiedy człowiek nie ma już własnej
woli- rozpoznaje się na podstawie trzech głównych znaków,
(oprócz wielu innych)- które u osoby opętanej zawsze występują
równocześnie- a są to; niespotykana siła fizyczna, mówienie
śpiewanie i tłumaczenie starodawnych języków, oraz,
odnajdywanie rzeczy w przestrzeni, czyli -inaczej jasnowidzenie.
Jeżeli występuje jeden, albo dwa znaki, jasnowidzenie lub
rozumienie dawnych języków- to człowiek taki nie jest jeszcze
opętany nadal posiada wolną wolę, aczkolwiek ma tak zwanego
ducha obsesji- który będzie miał poważny wpływ na jego umysł
oraz całe jego życie.
Dlaczego o tym piszę? Zauważ, że ludzi opowiadających o
reinkarnacji przeważnie charakteryzują dwa znaki.
Pierwszy znak to jest widzenie rzeczy w przestrzeni,
(jasnowidzenie) -ze szczegółami potrafią opisać jak wyglądają
miejsca, w których niby kiedyś żyli- a drugi znak, to znajomość
starodawnych zapomnianych pieśni i języków.
Cała sprawa wygląda w ten sposób- że osoba, która wierzy w
reinkarnację staje się jakby medium demon- wnikając w jej wyobraźnię ujawnia po prostu pewne szczegóły, które zapamiętał
z życia osoby- którą się zajmował sto- albo tysiąc lat temu-
człowiek tylko utożsamia się z tym, co zobaczył w swoim umyśle.
W ten oto sposób złe duchy oszukują ludzi wmawiając im, że
jakoby żyli już kiedyś na ziemi.
Reinkarnacja jest niczym innym jak tylko demonicznym
złudzeniem-zdarzają się nawet osoby które twierdzą że były przy
ukrzyżowaniu Chrystusa- sam nawet taką osobę spotkałem.
To samo dzieje się przy wyborze Dalajlamy, duchowego
przywódcy wyznawców buddyzmu. Chodzi o rozpoznanie przez
kandydata jego osobistych przedmiotów- które to niby on sam
pozostawił w poprzednim wcieleniu.
Podobnie rzecz ma się  z kartami tarota- osoba która przychodzi
do wróżki, aby poznać swoją przyszłość nie przychodzi tam sama,
ale ze swoim kosmatym-towarzyszem i często z jego inspiracji.
Wróżka rozkładając karty jednocześnie odbiera -myśli, które
podpowiada jej demon na temat zainteresowanego- podając jej
fakty które pamięta z jego własnej przeszłości- jakie przeżył
choroby, jakieś znaczące wydarzenia, ile razy był zakochany no i
oczywiście potem, co go czeka w przyszłości.
Wychodząc od takiej wróżki człowiek będzie zainspirowany oraz
przekonany, że zna swoją przyszłość i całą rzeczywistość będzie
naginał do tego, co usłyszał i tak to właśnie działa. (magiczne
myślenie,igraszki demonów)
To samo dotyczy tych wszystkich sławetnych uzdrawiaczy te
wszystkie ręce, które leczą i twierdzą że posiadają kosmiczną
energię- która nosi w sobie moc uzdrawiania innych.
Ci ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że są na usługach
ziejących nienawiścią demonów a najgorsze jest to, że tych ludzi
jest coraz więcej.
Są również tacy, którzy potrafią leczyć na odległość na przykład
przez telefon, oczywiście na poziomie fizycznym demon potrafi
usunąć chorobę- którą najczęściej sam wywołał, ale spustoszenie
duchowe, jakie te praktyki ze sobą niosą czasem jest już
nieodwracalne. Wydaje się to nieprawdopodobne, ale tak wygląda nasza
rzeczywistość- i jeżeli się nie przebudzimy i nie zmienimy naszej
mentalności i naszego myślenia to nic w tym świecie się nie
zmieni a zło pod pozorem dobra pochłaniać będzie coraz większe
rzesze ludzi.
Prawdziwe uzdrowienie poznaje się po tym, że osoba posiadająca
dar uzdrawiania nigdy nie weźmie za to pieniędzy a co
najważniejsze człowiek- który doświadcza uzdrowienia nigdy nie
powie, że zawdzięcza swoje zdrowie panu „Janowi,” ponieważ w
prawdziwym uzdrowieniu człowiek doświadcza interwencji Boga.
Prawdziwe uzdrowienie zawsze idzie w parze z nawróceniem
albowiem Bóg, kiedy uzdrawia- dotyka całego człowieka a nie
tylko jego choroby i taki człowiek spontanicznie będzie uwielbiać
Boga, ponieważ doświadczył Jego Miłości Jego realnej obecności,
toteż zawsze po takim doświadczeniu następuje zmiana całego
dotychczasowego życia.(nawrócenie)
Dlatego ci wszyscy, którzy twierdzą, że posiadają jakąś moc
(kosmiczną energię) do uzdrawiania innych są zwykłymi
szarlatanami, na usługach złego ducha, którzy na ludzkiej
krzywdzie pod pozorem dobra zarabiają pieniądze.